Kraków zawsze potrafił przyjmować z honorami gości. To miasto, w którego uliczkach przeplatają się stulecia, a kawiarnie pamiętają głosy artystów i marzycieli z całego świata. Nawet w najtrudniejszych czasach, gdy „żelazna kurtyna” oddzielała Wschód od Zachodu, Kraków pozostawał wyspą kultury i ducha. Zawsze znajdowali tam schronienie ci, którzy szukali prawdy w sztuce: poeci i filozofowie, kompozytorzy i reżyserzy. Kiedy Polska stała u progu wielkich zmian, do miasta przyjechał młody holenderski reżyser Maarten van der Duijn. Był rok 1989, „Solidarność” wznosiła flagę wolności, a powietrze wypełniało się oczekiwaniem na coś nowego, pisze ikrakow.net.
Rok w Krakowie, który zadecydował o losie artysty
Koniec lat 80. XX wieku był czasem wielkich zawirowań społecznych w Europie. Na tle upadku starych reżimów i pojawienia się nowych idei w centrum tych wydarzeń znalazł się młody holenderski student Maarten van der Duijn. Wspominał później, że ówczesna Polska pozostawała dla większości zachodnioeuropejczyków krajem niemal nieznanym, oddzielonym barierami politycznymi. Nawet w kręgach studentów kierunków humanistycznych, do których należał Maarten, wiedza o życiu za „żelazną kurtyną” była ograniczona.
Na trzecim roku Uniwersytetu w Lejdzie Maarten przypadkiem zobaczył ogłoszenie o możliwości studiowania w Polsce. Z ciekawości wypełnił wniosek, a pod koniec roku otrzymał list z Krakowa, informujący, że został przyjęty na uniwersytet. Choć van der Duijn nie znał języka polskiego i nie wyobrażał sobie, co dokładnie będzie robił w tym kraju, postanowił spróbować. Rodzina podeszła do decyzji ironicznie, ale młody Holender potraktował przyszłą podróż jako przygodę, zdolną otworzyć przed nim nowy świat.
Szok kulturowy i fascynujące odkrycia

Do Polski van der Duijn przybył pod koniec 1988 roku. Młodemu Holendrowi pomogła polska rodzina, której kontakty otrzymał w ambasadzie Holandii. Gospodarze pokazali mu miasto, zapoznali ze swoimi przyjaciółmi, opowiedzieli o życiu w Polsce. Ta otwartość zachwyciła obcokrajowca, który po raz pierwszy spotkał się z tak szczerym przyjęciem. Wkrótce zaczął mówić po polsku i, rozmawiając z różnymi ludźmi, po raz pierwszy poczuł, jak głęboko kultura przenika codzienne życie Polaków.
W Krakowie lat 80. widział kawiarnie w piwnicach, szczególnie lubił legendarny kabaret „Piwnica pod Baranami”, odwiedzał wieczory jazzowe, spotkania studenckie, gdzie słuchano wierszy Mickiewicza i starych piosenek. Reżyser opowiadał później, że najbardziej zaskoczyło go, jak dobrze młodzi ludzie znali klasyczną poezję i pieśni minionych stuleci, co w Holandii uważał za niemożliwe. Taki kontrast z racjonalnym i pragmatycznym Zachodem stał się dla Maartena ważnym odkryciem twórczym.
Pierwsze kroki w teatrze

Gdy van der Duijn zaaklimatyzował się w nowym miejscu, zaczął uczęszczać na uniwersytet i do szkoły teatralnej, gdzie poznał wykładowców i studentów. Coraz bardziej pociągał go teatr – forma sztuki zdolna połączyć intelekt i emocje, słowo i działanie. Dzięki nowym znajomościom Maarten trafił na staż do „Cricoteki” – awangardowego teatru Tadeusza Kantora, jednego z najbardziej wpływowych reżyserów Europy XX wieku. Pierwsze zetknięcie z jego twórczością było wstrząsem. Jak wspominał van der Duijn, początkowo niczego z tego, co zobaczył, nie rozumiał: aktorzy poruszali się jak lalki, sceny powtarzały się, a sam pan Tadeusz przebywał na scenie razem z nimi. Szczególnie poruszył go Teatr Śmierci Kantora, który zadziwił całą Europę.
Dopiero później młody człowiek zrozumiał, że chodzi o teatr pamięci, gdzie historia i trauma ożywają w grze ciała i gestów. Spotkanie z Kantorem zadecydowało o profesjonalnym wyborze młodego artysty. Właśnie wtedy postanowił, że teatr stanie się jego głównym zajęciem. „Cricoteka” (jak i całe polskie doświadczenie) otworzyła Maartenowi inną głębię sztuki scenicznej – jako sposób na refleksję historyczną, a nie tylko formę rozrywki. Gość nie szukał odpowiedzi, czym różni się teatr Tadeusza Kantora od innych, a po prostu chłonął interesujące idee. Czasem sztuka Krakowa objawiała się w ulicznych akcjach absurdu, takich jak Pomarańczowa Alternatywa, kiedy po demonstracjach wręczano policjantom kwiaty, przepraszając za wcześniejsze starcia. Zdaniem van der Duijna, było to sztuką nie dla sztuki, a w celu przekazania mieszkańcom ważnych prawd.
Świadek wydarzeń historycznych

Równolegle z poszukiwaniami teatralnymi Maarten zanurzał się w życie publiczne. Na jego oczach odbywały się demonstracje studenckie, starcia z milicją, spontaniczne protesty. Widział, jak młodzi ludzie wchodzili na pomnik Mickiewicza, a siły porządkowe rozpędzały tłum armatkami wodnymi. Polska stała u progu zmian, i to czuć było w powietrzu. Według reżysera, wtedy wszyscy rozumieli, że są uczestnikami przełomowego momentu. Stary świat znikał, a zaczynała się nowa epoka, która obiecywała: wszystko będzie inaczej.
Komunistyczna codzienność, ograniczony asortyment produktów, system kartkowy, przemyt – wszystko to tworzyło zupełnie inny rytm życia. U Maartena nawet krótka podróż do Berlina Zachodniego po kilku miesiącach spędzonych w Polsce wywołała szok, ponieważ tamtejszy dostatek wydawał się niewiarygodny. Wrażenia z ograniczeń panujących w Europie Wschodniej pozostały z nim na zawsze. Dla pokolenia, które przeżyło to doświadczenie, stało się oczywiste: zwycięstwo Zachodu przyniosło nowe możliwości, ale jednocześnie odebrało integralność, gdzie kultura i polityka ściśle przeplatały się z codziennym życiem.
Kraków jako serce Europy

Van der Duijna uderzyło, że europejskie wartości nie rozmyły się za „żelazną kurtyną” – historia i kultura nadal odgrywały kluczową rolę w życiu ludzi. W tej przestrzeni sztuka i polityka, pamięć i życie codzienne były ze sobą powiązane. Dla Polaków kultura oznaczała walkę o byt, o tożsamość narodową i wolność. Podczas gdy dla ówczesnych zachodnioeuropejczyków życie często postrzegane było jako gra, przygodowe doświadczenie, a prawdziwe ideały traciły praktyczną wagę. Polska rzeczywistość, walka o kraj i kulturę, świadomość historycznych strat – wszystko to kształtowało w Maartnie gotowość do działania, wychodzenia na ulice i bronienia ważnych dla Polaków wartości.
Doświadczenie w Polsce radykalnie wpłynęło na reżysera. To, co zobaczył w Krakowie, zdefiniowało jego stosunek do twórczości i stało się źródłem inspiracji na całe życie. Szczególnie wpłynęły na niego spektakle i artyści: występy Andrzeja Wajdy, „Noc Listopadowa”, teatr z Moskwy, dzieła Krzysztofa Kieślowskiego. Były to jaskrawe lekcje dramaturgii, plastyki teatralnej i reżyserii. Dzięki rokowi spędzonemu w Polsce, van der Duijn uświadomił sobie, że teatr może być nie tylko sceną, ale i przestrzenią do refleksji historycznej.
Twórcza wizytówka Polski

Dla Maartena literatura i teatr stały się prawdziwym bogactwem kraju, a artyści – bohaterami, którzy robili wszystko, co możliwe, aby dziedzictwo kulturowe pozostało priorytetem w życiu narodu. Wywnioskował, że każdy kraj ma swoje mocne strony w sztuce. Holandia znana jest z malarstwa, a współcześni twórcy – zwłaszcza operatorzy filmowi – z powodzeniem pracują ze światłem i kamerą. Holandia może pochwalić się mniejszą literaturą, ale widoczne są silne pozycje w sztuce wizualnej. Natomiast Polska, zdaniem van der Duijna, zawsze wyróżniała się teatralnością, w szczególności głębokim teatrem dramatycznym i teatrem absurdu.
Po powrocie do ojczyzny, reżyser zaczął nawet wykorzystywać elementy „polskiego absurdu” we własnych sztukach. Jednym z przykładów stała się inscenizacja o polskim rządzie na uchodźstwie. Absurdalność sytuacji polegała na tym, że rząd uchwalał ustawy, nie mając realnej władzy. I dopiero przez radio dowiedział się o zwycięstwie „Solidarności” i uświadomił sobie, że jego rola dobiegła końca. Tę sztukę autor zaprezentował w Londynie.
Kraków i jego artyści

Później van der Duijn, wspólnie z polskimi artystami, stworzył operę: przepisał libretto włoskiej klasyki w taki sposób, że powstała nowoczesna, absurdalna inscenizacja, która łączyła humor z satyrą polityczną. Spektakl odniósł ogromny sukces. Wtedy Maarten marzył o powrocie do polskich teatrów, stworzeniu własnej sztuki i wystawieniu jej w Polsce. Bardzo chciał ponownie zanurzyć się w tym kulturalnym środowisku, które tak inspirowało go w młodości. Z czasem Maarten van der Duijn wielokrotnie przyjeżdżał do Krakowa i Warszawy. Jak sam mówił, te podróże natychmiast przywracały mu poczucie tego szczególnego czasu końca lat 80. – epoki „Solidarności”, spotkań studenckich, jazzowych piwnic i żywej kultury miasta. Dla znanego reżysera Kraków na zawsze pozostał miejscem, gdzie po raz pierwszy poczuł siłę kultury i jej zdolność do kształtowania społeczeństwa.
Tak, przez wiele dziesięcioleci miasto królów przyjmowało artystów z różnych krajów, otwierało nowe horyzonty, pokazywało, jak tworzy się historię na placach, w kawiarniach, salach teatralnych. Według wspomnień van der Duijna, właśnie wtedy Kraków dał mu możliwość odczucia wartości kultury jako zjawiska społecznego. I przekonał, że nie tylko kształtuje pokolenie artystów, ale i staje się ośrodkiem europejskiej twórczości, gdzie poczucie momentu historycznego, wolności i głębi kulturowej tworzy niepowtarzalną atmosferę. Atmosferę miejsca zdolnego inspirować nawet tych, którzy przyjeżdżają z daleka.