Pod starożytnym brukiem Krakowa spoczywają nie tylko cienie przeszłości, ale i ludzkie lęki, które przetrwały całe epoki. Ziemia tego miasta, przesiąknięta historią, od czasu do czasu odsłania swoje tajemnice. Odkrycia archeologiczne przypominają, że niegdyś przodkowie walczyli nie tylko o życie, ale i z samą śmiercią. Przekonali się o tym polscy naukowcy jesienią 2010 roku podczas wykopalisk na krakowskim Rynku Głównym, pisze ikrakow.net.
Wówczas zespół naukowy pod kierownictwem doktora Cezarego Buśki z Wrocławia natrafił na zagadkowe pochówki, w których ludzie leżeli w pozycji embrionalnej. Według dawnych wierzeń, miało to złamać siłę zmarłych i przykuć ich do ziemi, nie pozwalając na powrót do świata żywych. Odkrycie archeologów stało się nowym rozdziałem w badaniach średniowiecznych pochówków „wampirycznych” – wymownego świadectwa strachu przed nieznanym.
Cienie Rynku Głównego
Według dawnych wierzeń, wampir to nieboszczyk, który po śmierci nie zaznał spokoju i w ciemnościach nocy powracał do żywych, by pić ich krew. Pojęcie to nie jest nowe: takie istoty wspominano w mitach starożytnych Egipcjan, Greków i Rzymian, a w świecie słowiańskim strach przed „żywymi umarłymi” rozprzestrzenił się w XI wieku. Polacy nazywali ich „żywi umarli”. Do tych czasów archeolodzy datują odnalezione pochówki antywampiryczne. Istnieje teoria, że w ten sposób ludzie próbowali uniemożliwić zmarłym powrót do świata żywych.
Kiedy archeolodzy odkryli starożytne warstwy osadów pod krakowskim Rynkiem, ukazała się niema kronika miasta. Każdy centymetr gruntu, niczym strona starej księgi, opowiadał o innej epoce. Badacze wyodrębnili trzy okresy zasiedlenia tego miejsca, najstarszy – na przełomie XI–XII wieku. I to on przyniósł sensacyjne odkrycie: w centrum Krakowa znajdował się kiedyś duży cmentarz. Archeolodzy odnaleźli ponad 200 chrześcijańskich grobów. Po zakończeniu badań kości uroczyście pochowano w kryptach kościoła Mariackiego.
Warto wspomnieć, że ta świątynia jest wybitnym zabytkiem Krakowa, a wszyscy turyści znają wieżę Kościoła Mariackiego. Mieszkańcy natomiast — historię, wysokość wieży i wielu proboszczów Kościoła Mariackiego. Nic więc dziwnego, że decyzja o ponownym pochówku podejrzanych zmarłych w świętym miejscu wywołała opór niektórych krakowian. Ich zdaniem mogło to negatywnie wpłynąć nie tylko na historię Kościoła Mariackiego, ale i na uczucia wiernych. Jednak kierownik prac archeologicznych, doktor Cezary Buśko, uspokoił ludzi żartobliwym argumentem, że pochówek w kościele osłabi moc tych, których uważano za wampiry.
Szept kości w sercu Krakowa

Jednak naukowiec wyjaśnił dziennikarzom, że sam w „żywych umarłych” nie wierzy. Według niego zmarli byli chrześcijanami, choć sąsiedzi mogli ich podejrzewać o czary. Zmarli zasługują jednak na spokój, dlatego ponowny pochówek w Kościele Mariackim jest aktem miłosierdzia. Co do tych, których w dawnych czasach uważano za wampiry, naukowiec miał własną teorię. Wyjaśnił, że wiele lat temu ludzie wyróżniali dwa typy „żywych umarłych”: tych, u których „znaki przekleństwa” dostrzeżono jeszcze za życia, i tych, których uważano za wampiry już po śmierci z powodu zgonu w zagadkowych okolicznościach.
W rzeczywistości, ci nieszczęśnicy za życia cierpieli na reumatyzm, zaburzenia oddychania, problemy z kośćmi czy zębami, liczne kalectwa, dlatego ich wygląd odbiegał od normy. W czasach średniowiecza stawało się to dowodem związku z siłami nieczystymi. Kiedy więc tacy ludzie umierali, chowano ich z ostrożnością. Czasem nawet odcinano głowy i kładziono obok lub między nogami, aby zmarły nie mógł odnaleźć drogi do domu. W odnalezionych przez archeologów pochówkach w centrum Krakowa trzy szkielety leżały w pozycjach embrionalnych, dwa miały dodatkowo odcięte głowy, jedną z nich położono na wieku trumny, drugą – obok ciała. Jeden ze szkieletów leżał na brzuchu ze związanymi rękoma.
Antywampiryczne rytuały średniowiecza

Nie wszyscy naukowcy zgodzili się wówczas z „wampiryczną” interpretacją znalezisk archeologicznych. Krakowski archeolog Emil Zeic, który badał historię miasta przed jego oficjalną lokacją, opowiadał, że już wcześniej widział kilka podobnych pochówków na cmentarzu z XI wieku w pobliżu. Według niego, niestandardowe pozycje ciał mogły nie być przejawem strachu przed zaświatami, lecz szczególnym zwyczajem pogrzebowym, który miał znaczenie symboliczne lub obrzędowe. Historyk Emil Zeic zauważył, że odnalezione przez niego groby znajdowały się na terenie starego cmentarza w pobliżu Ronda Grzegórzeckiego. Ludzie podejrzewani o kontakty z ciemnymi siłami nigdy nie byli chowani obok wiernych.
Naukowiec dodał również, że w tamtych czasach zmarłych nie wkładano do trumny, a zawijano w całun. Jeśli śmierć następowała zimą, gdy ziemia była zamarznięta, kopano płytkie doły. Ponieważ wiosną grunt rozmarzał, szkielet mógł się przemieścić i zmienić pozycję na tę, która przypominała rytualną. Na ten argument doktor Cezary Buśko odpowiedział: krakowianie mogli umieszczać pochówki „wampirów” oddzielnie. Jednak gdy cmentarz się rozrósł, groby „przeklętych” połączyły się z innymi.
Profesor Henryk Głąb z Instytutu Antropologii Uniwersytetu Jagiellońskiego podszedł do odkrycia archeologów ostrożnie. Według niego kości znalezione na Rynku Głównym należały do ludzi ochrzczonych. W centrum Krakowa nie można było bowiem chować tych, którzy łamali prawa kościelne. Dowodem na poparcie tej teorii był także fakt, że archeolodzy nie znaleźli ani jednego grobu niemowląt, młodszych niż półtora roku, które mogły umrzeć nieochrzczone. Zdaniem profesora Głąba, niezwykłe pozycje zmarłych świadczą raczej o pozostałościach obrzędów pogańskich, niż o rzeczywistym polowaniu na „żywych umarłych”. Niektórzy naukowcy przypuszczali nawet, że były to rytuały nie karzące, a ochronne, mające zabezpieczać zmarłych przed złymi siłami zaświatów, a nie żywych przed zmarłymi.
Argumenty „za” i „przeciw”

Sceptycyzm kolegów nie zmartwił doktora Buśki. Bronił on swojego stanowiska: pochówki antywampiryczne to nie wyjątek, a prawidłowość, które znajdują się w całej Europie. Jako dowód naukowiec przytoczył badania Łukasza Maurycego Stanaszka, poświęcone pochówkom z XI wieku na Wzgórzu Świętego Jakuba w Sandomierzu. Mówiły one o szkieletach ułożonych twarzą do dołu, niektóre z nich nie miały czaszek, zdarzały się też szczątki ułożone na prawym boku lub z nożami między żebrami. Pan Buśko odwołał się również do badań młodej historyczki z Uniwersytetu Opolskiego, Marty Zborowskiej. Pod kierownictwem docenta Sławomira Moździocha badała ona pochówki antywampiryczne z czasów pierwszych Piastów.
Pani Marta pisała, że fenomen wampiryzmu odsłaniał obraz młodego polskiego państwa, które długo zachowywało swojego pogańskiego ducha nawet po chrystianizacji. Stwierdziła, że środki zaradcze przeciwko „wampirom” stosowano aż do XX wieku. Na potwierdzenie swoich słów wspomniała pochówki w pobliżu wsi Drawsko: 5 szkieletów leżących na wznak z sierpami na szyjach. Narzędzia te dociskały zmarłych do ziemi w taki sposób, aby nie mogli się podnieść bez ryzyka odcięcia sobie głowy. Kości należały do 4 kobiet i 1 mężczyzny, najmłodsza miała około 18 lat. U najstarszej kobiety, liczącej 60 lat, sierp podczas pochówku umieszczono również na wysokości pasa, a do ust włożono miedzianą monetę.
Ci, którzy nie znaleźli spokoju

Kiedy rozmowy o „wampirycznych” pochówkach wstrząsnęły miastem, swoje słowo powiedział proboszcz Kościoła Mariackiego w Krakowie, Bronisław Fidelus. Zaznaczył, że przyjął odkrycie archeologów i planowany ponowny pochówek bez mistyki, ponieważ „ważniejsze jest zachowanie szacunku dla każdego, kto już odszedł z tego świata”. Zdaniem proboszcza, nawet jeśli ci ludzie nie zostali ochrzczeni, pozostawali stworzeniami Bożymi. Choć, prawdopodobnie, żyli w biedzie, cierpieli, byli nieszczęśliwi, potępieni jeszcze za życia. Nikt zatem nie ma prawa odmówić im spokoju po wielu latach.
Mitrat Fidelus w rozmowie z dziennikarzami podkreślił, że lęki należy zostawić przeszłości, a nie przenosić ich do teraźniejszości. Prawdziwi wierni nie powinni mieć wątpliwości. Kościół przyjmuje do krypt wszystkich, którzy potrzebują modlitwy i miłosierdzia, nawet tych, których kiedyś nazywano wampirami. Bo „właśnie przebaczenie, a nie strach, oczyszcza ziemię z cieni przeszłości”. Tak więc nawet w XXI wieku nie ma dokładnej odpowiedzi na pytanie, kto ma rację: sceptycy, którzy szukają racjonalnych wyjaśnień, czy mistycy, którzy czują za kośćmi starożytnych zmarłych obecność zapomnianych lęków? Owszem, każda „strona” naukowców ma swoje mocne argumenty. Jednak w tych historiach jest zbyt wiele tajemnic, by oddzielić prawdę od prawdy i rozstrzygnąć spór. Nawet czas, na który zawsze liczą ludzie, tego nie jest w stanie zrobić.